Za 3 dni wybory do Parlamentu Europejskiego. Od nas i od Was zależy jaka to będzie Europa na najbliższe kilka lat (PE będzie zatwierdzał budżet na lata 2013-2020). Czy będzie to Europa zbiurokratyzowana, czy Europa wolnych obywateli, czy Europa scentralizowana czy taka, w której obywatel samodzielnie podejmuje decyzję, czy będzie to Europa walcząca z samą sobą i ze swoją biurokracją poprzez większą biurokrację, czy będzie to Europa ufająca swoim obywatelom.
Wybory do PE to naprawdę wybór pomiędzy dwoma wizjami Europy w Polsce. Z jednej strony Europy socjalistycznej, zbiurokratyzowanej, zabierającej swoim obywatelom jak najwięcej pieniędzy (taki pogląd w Polsce reprezentują: PO, PiS, SLD, Centrolewica, Samoobrona, PPS, PPP, PSL). Z drugiej strony Europa wolnych obywateli, decydujących samodzielnie o zarabianych przez siebie pieniędzy (pogląd ten w Polsce reprezentuje UPR). Gdzieś pomiędzy tymi dwoma wizjami Europy mieszczą się poglądy Libertasu i Prawicy Rzeczpospolitej (Unia tak, wypaczenia nie).
7 czerwca pamiętaj za czym głosujesz – za wolnością, czy za biurokracją. Oddając swój głos odpowiedz sobie tylko na jedno pytanie – czy kiedykolwiek w historii biurokratyczny twór wytrzymał dłużej niż kilkadziesiąt lat. Z tym będzie podobnie – to od Ciebie zależy czy ten upadek będzie bolesny za kilkadziesiąt lat, czy pomożesz nam ten mechanizm zatrzymać. 7 czerwca głosując na listę nr 1 głosujesz za wolnością dla Europy.
Jacek Kurski, gdańszczanin, swego czasu powiedział, że „ciemny lud to kupi”. I dziś, przez przypadek natknąwszy się na reklamę do Parlamentu Europejskiego dochodzę do wniosku, że ciągle takie myślenie w PiSie obowiązuje. Mają dziewczyny i chłopcy 9 milionów Państwa pieniędzy na kampanię, więc się bawią. Obecnie pisowskim hitem jest pani przekonująca, że głosowała na Platformę, ale się rozczarowała i teraz zagłosuje na PiS. Do obejrzenia na www.youtube.com/watch?v=1PGRC2QrZOY. Szczególnie spodobał mi się fragment: „dzisiaj wszystko strasznie podrożało”. Ja rozumiem, że to Tusk w poprzednich wyborach oskarżał rząd o zawyżanie cen jabłek, ale liczyć na takie dyletanctwo społeczeństwa? Przecież konstytucyjnym organem odpowiedzialnym za poziom cen w Polsce jest Rada Polityki Pieniężnej z prezesem Narodowego Banku Polskiego na czele. Którego to banku prezesem jest człowiek związany z PiSem Sławomir Skrzypek. Organ ten posiada narzędzia wystarczające do tego by spowodować lub ograniczyć inflację (choćby ustalanie poziomu stóp procentowych lub rezerw obowiązkowych). Ale rozumiem, że ciemny lud to kupi.
Z drugiej strony we wczorajszej debacie w Radio Olsztyn, jedynie Piotr Lisiecki z Unii Polityki Realnej opowiedział się za konsumentami w utyskiwaniu rolników za wyższymi cenami mleka. I tylko Piotr Lisiecki zwrócił uwagę na fakt, że dziś przy malejących cenach rolnik nie może nawet zwiększyć produkcji, bo przecież „unia nie pozwala”. Po to wynaleźli kwoty mleczne w Brukseli, które ograniczają produkcję mleka, by właśnie rolnik za dużo nie produkował, bo przecież jeszcze mleko stanieje. A i tak staniało – i jak tu teraz drodzy uniokraci zwiększyć przychody rolników? Już pewnie panowie socjaliści z pisu i platformy coś wam podpowiedzą - jakiś kolejny podatek (np. mleczny).
W związku z rozpędzającą się kampanią do eurokołchozowego parlamentu „lewica” postanowiła dać o sobie znać na polu, które do tej pory nie było jej domeną. Chodzioczywiście o historię, o której byli komuniści nie mają przeważnie zbyt wiele do powiedzenia. Nie powinno to dziwić, bo z taką przeszłością i korzeniami też bym się nie odzywał w tych kwestiach. Jak stwierdził guru młodej lewicy Sławomir Sierakowski: oni wygrywają w kulturze, prawica w polityce historycznej. Nasz polski Zapatero powiedział jednak kategoryczne dość! Chcąc udowodnić, że w końcu nie bez powodu ma taki przydomek, postanowił znaleźć swoich własnych frankistów, którym będzie likwidował pomniki. Szkopuł w tym, że jedyny reżim który porządnie dał się we znaki Polakom, był tworzony przez jego ojca i partyjnych kolegów, a nie wrzuca się kamieni do własnego ogródka. Sięgnął więc nasz rodzimy Jose Luis Rodrigo, po Piłsudskiego i jego zamach majowy, co ładnie się wkrótce zbiegnie z jego 83 rocznicą.
Fachowcy od polityki historycznej z SLD przygotowali projekt uchwały sejmowej potępiającej przewrót zamachu majowego, wbijając jednocześnie szpilę PiSowi, odwołującemu się do tradycji PPSowskiej i piłsudczykowskiej. W swej uchwale postkomuniści rzucają gromy na ten zamach przeciw demokracji, w wyniku którego Polska stanęła na skraju wojny domowej, a jego autorzy (aż dziw bierze, że tu nie pada popularne przy innym zamachu słowo: architekci) kazali strzelać Polakom do swych braci, w wyniku czego zginęło kilkaset osób. Stworzono obóz w Berezie Kartuskiej, i zamiast służyć narodowi podzielili go na zwalczające się obozy.
Jak zawsze, gdy lewica zabiera się do historii, także tym razemstrzela we własną stopę. Nagle ludzie którzy przykładali ręki do zniewolenia Polski przez ponad 40 lat (jeśli nie oni sami to ich rodzice czy dziadkowie), przypomnieli sobie, że wcześniej też ktoś zlikwidował demokrację w wolnej Polsce. Mało tego, Komunistyczna Partia Polski zamach majowy poparła, a jest ona w linii prostej praprababką dzisiejszego SLD, to jeszcze narzekają na Berezę! Przecież to tylko dzięki temu, że niektórych komunistów wsadzono do więzienia, przeżyli oni likwidację KPP i stalinowski czystki. Trzeba przypomnieć, że o wielu ich towarzyszach wezwanych po likwidacji tej agentury do Moskwy, słuch zaginął na zawsze. Przecież Napieralski powinien jeszcze podziękować autorom zamachu, bo tylko dzięki nim, ci którzy przeżyli mogli pojechać do Hiszpanii pomoc dziadkowi Zapatero, walczyć o utworzenie w Hiszpanii jednego wielkiego łagru. Następne nasuwające się skojarzenie to dysonans w ocenie: Jaruzelski rzucający czołgi na Polaków, jest prawdziwym mężem stanu, Piłsudski każący strzelać Polakom do Polaków, już nie. Takich paradoksów znalazłoby się jeszcze trochę.
Proponuję postkomunistom zrezygnować już z walki ohistorię, bo na każdym kroku się kompromitują. Wskazany byłby powrót do haseł typu: Wybierzmy przyszłość! Myśleli, że cofając się do lat dwudziestych będą bezpieczni, a tu taka wpadka. W zasadzie same oceny zamachu artykułowane przez nich mają rację bytu, jednak padające z ich ust potrafią tylko rozbawić. Nagli europejscy wszechdemokraci obudzili się z krytyką autorytaryzmu, sami stojąc po stronie innego, jeszcze żyjącego dyktatora z własnego obozu politycznego. Niech pan Napieralski, skoro tak bardzo pragnie być polskim Zapatero, zajmie się problemem nadania praw człowieka gorylom, orangutanom czy jakimś innym szympansom, co mimo usilnych starań nie udało się dla jego hiszpańskiego idola.Sam osiągając sukces w tej kwestii, stanie na czele postępowej awangardy, powiększając jednocześnie liczbę ludzkości do zbawiania przez socjalistów.
Podobno unijne miliardy płynące szerokim strumieniem do Polski są głównym argumentem uniowariatów za tym, by oddać wszelkie uprawnienia ustawodawcze unijnym komisarzom, na czele z maoistą Jose Manuelem Barroso. Niestety uniowariaci liczą tylko nasze przychody netto z EU nie licząc naszych kosztów lub w najlepszym razie zaliczają w koszty tylko składkę członkowską.
Brytyjski thin tank Open Europe pofatygował się i policzył ile kosztują unijne regulacje (tak, tak, drodzy Państwo - ktoś za to płaci). I wyszło, że unijne regulacje w Polsce w latach 2003-2008 (a więc od kiedy Polska musiała dostosować się do unijnego prawa) kosztowały 24 mld euro. Uniowariaci podają, że w tym czasie Polska otrzymała netto z EU 14 mld euro. Jak pokazuje najprostsza matematyka, dzięki naszej akcesji unijnej w ciągu pięciu lat Polska jest na minusie 10 mld euro. JEST TO SUMA ODPOWIADAJĄCA POŁOWIE WYPŁACANYCH EMERYTUR W POLSCE W CIĄGU ROKU!!
Oczywiście akcesja w EU niesie ze sobą również wiele dobrego, ale sprowadza się to głównie do WOLNEGO HANDLU. Dlatego UPR startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego i będzie walczyć o Europę Narodów z minimalnym wkładem centralnej biurokracji unijnej (w 1998 r. było 10 800 obowiązujących w EU aktów prawnych, obecnie jest ich 26 500). Europie potrzeba więcej swobody, więcej wolności, a nie regulacji i obostrzeń.
Marek Łangalis
PS. Ogłaszam konkurs na krótkie i puentujące działalność unii hasło (maksymalnie 3 zdania). Propozycję proszę składać do niedzieli w komentarzach.
Z okazji rozpoczynających się matur warto niektórych młodych ludzi nauczyć liczenia. Jak mówi przysłowie: "dobry zwyczaj - nie pożyczaj". Społeczeństwo jednak niekoniecznie musi słuchać się ludowych mądrości. Może np. skoryzstać z ekranu telewizora, który nawołuje: "pożyczaj, pożyczaj". Niewiedza i nieumiejętność liczenia jest jednak tak przerażająca, że niektórzy faktycznie bardziej ufają reklamie niż zdrowemu rozsądkowi.
Odbyłem niedawno rozmowę z dość młodym człowiekiem, którego marzeniem jest wzięcie kredytu na mieszkanie. Zrozumiałe - niedługo się żeni, więc i lepiej mieszkać na swoim niż z rodzicami lub teściową. Przerażające jednak było co innego - ten człowiek nie miał zielonego pojęcia jak działa kredyt. Nie wiedząc czemu sądził, że oprocentowanie kredytu w wysokości 6,53% będzie dotyczyło całego okresu kredytowania, a nie w skali roku! Sądził, że jak weźmie 200 tys. kredytu na 30 lat, to zapłaci ok. 13 tysięcy odsetek (dobrze, że chociaż procent umie obliczyć)! I to mówi człowiek z wyższym wykształceniem (fakt, że z zakresu nauk humanistycznych).
Oj bardzo długo musiałem tłumaczyć na czym polega kredytowanie. Spotkałem się z ogromnym oporem materii, bo: "doradca finansowy mówił inaczej". A prawda jest taka, że zaciągając 200 tys. złotych kredytu na oprocentowanie 6,53% (W SKALI ROKU!), samych odsetek do spłacenia przez 30 lat będziemy mieli 226 515 złotych. Plus do tego oczywiście 200 tys. samego kredytu. Razem 426 515 złotych. Co daje nam ratę 1184,77 złotych miesięcznie (426 515 podzielić przez 30 lat * 12 miesięcy).
Mam nadzieję, że szkoła uczy już takich podstaw, a przynajmniej nieufności do ludzi, którzy mają interes w sprzedaży nam jakiegoś produktu (kredyt hipoteczny). Obawiam się jednak, że nadzieja wciąż pozostaje matką głupich.
Jak co roku w Dzień Podatnika (30 kwietnia o godz. 11.00) Unia Polityki Realnej organizuje pod Urzędem Skarbowym przy Al. Piłsudskiego happening poświęcony zbyt wysokim podatkom. Obecnie, według najnowszych badań Centrum im. Adama Smitha, średnio każdy Polak płaci z zarabianych pieniędzy ok. 44% w formie podatków.
Obecnie w Polsce występują kilkanaście rodzajów podatków i 200 opłat skarbowych, a wśród nich m.in.:
VAT
PIT
CIT
ZUS
KRUS
akcyza od tytoniu
akcyza od alkoholu
akcyza od paliwa
akcyza od energii elektrycznej
akcyza od gazów opałowych
akcyza od samochodów osobowych
abonament RTV
podatek rolny
podatek leśny
podatek od nieruchomości
podatek od gruntów
podatek od budowli
podatek od środków transportu
podatek od spadków i darowizn
podatek od czynności cywilnoprawnych
podatek od gier
podatek od zysków kapitałowych (tzw podatek Belki)
podatek od posiadania psa
podatek inflacyjny
opłaty skarbowe
opłata planistyczna
opłata za pozwolenie na sprzedaż alkoholu
opłata za licencję na przewóz osób
opłata za rejestrację pojazdu
opłata targowa
opłata za wydanie dowodu osobistego, paszportu, prawa jazdy
opłata paliwowa
opłata miejscowa i uzdrowiskowa (tzw. podatek klimatyczny)
opłata eksploatacyjna (za eksploatację surowców)
opłata środowiskowa (płacą firmy przemysłowe)
opłata produktowa (płaci się za używanie opakowań)
opłata adiacencka (podatek od wzrostu wartości nieruchomości)
opłaty sądowe
opłata za zezwolenie na prowadzenie apteki ogólnodostępnej
opłata za koncesję na prowadzenie stacji benzynowej
Dla wszystkich pogrążonych w żałobie narodowej polecam piosenkę barda młodego pokolenia Martina Lechowicza - http://www.youtube.com/watch?v=S-fyEW8-mME. Okazuje się, że w ostatnim pięcioleciu Polskę dotknęła największa liczba nieszczęść.
Kogo w Polsce można by posądzić o największy polityczny fanatyzm? Młodzież Wszechpolską, zawsze zwartą i gotową udać się na kolejny marsz przeciwko lewicowym odchyleniom? Czy może właśnie młodych lewaków, walczących wbrew zdrowemu rozsądkowi o nowy, wspaniały świat? Fałszywy trop. Więc być może radiomaryjne bojówki gotowe nawet do rękoczynów w imię obrony arcybiskupa-agenta? Fani Korwina-Mikke szturmujący wskazane przez niego sondy internetowe, aby napsuć krwi i zmusić rywali do oszustw w niekorzystnych dla nich wynikach? Również nie!
Najbardziej fanatyczną i zideologizowaną grupą w Polsce jest Platforma Obywatelska, proszę państwa! Zwłaszcza jej lubelska młodzieżówka. Otóż całkowicie bezpodstawne okazało się oskarżanie jej o bezideowość i marazm. W czasie kampanii wyborczej w 2005 roku na konto kampanii Janusza Palikota wpłacono 856 tys. zł darowizn. Nie byłoby w tym może nic zatrważającego, gdyby nie to, co wyszło na jaw w niedawno prowadzonym śledztwie prokuratury, dotyczącym jej finansowania.
Janusz Palikot porwał tłumy. Ten charyzmatyczny trybun ludowy okazał sięnatchnieniem dla tysięcy młodych Polaków. Jak ustaliła prokuratura, porwał tłumy zafascynowanych jego osobą studentów, którzy bezgranicznie zapatrzeni w swego idola przekazywali kwoty rzędu kilkunastu tysięcy zł.Biedni lubelscy żacy oślepieni wizją wspaniałych rządów prezydenta z Gdańska i premiera z Krakowa, liczyli być może na ministra opieki społecznej z Lublina. W końcu właściciel Polmosu powinien być znakomicie rozeznany w społecznych problemach nadużywania jego produktów. Niektórzy musieli całe wakacje pracować na zmywaku gdzieś w Birmingham, niektórzy zbierali cały rok puszki po piwie i butelki na śmietnikach, a niejeden zbierał truskawki u bauera w Niemczech, aby tylko pomóc swemu mentorowi. Marzenia o wyjeździe ze znajomymi w góry, zakup notebooka do pisania pracy magisterskiej czy pieniądze na przeżycie całego roku akademickiego, wszystko to okazało się nieważne i mało znaczące wobec wizji politycznej nakreślonej przed młodzieżą przez Janusza Palikota.
Teraz Ci sami studenci ścigani są za swoje przekonania jakoby robili za wyborcze słupy. Prawdopodobnie to jakieś pisowskie psy gończe których nie udało się jeszcze dorżnąć, nie potrafią uwierzyć, ile jest w stanie człowiek zrobić z powodu wewnętrznych przekonań i ideowych pobudek! Rzeczpospolita śmie pisać, że po objęciu władzy przez PO w 2007 r. wszyscy oni dostali w nagrodę pracę, w urzędach kierowanych przez zwycięską partię. Ludzie, przecież oni, porwani wizją drugiej Irlandii i chęcią czynienia cudów w Polsce, nakreśloną przez swego lidera, chcą tylko wykonać tytaniczną pracę u podstaw w tym kierunku. A gdzie mogą tego dokonać jeśli nie w urzędach, najbliżej problemów zwykłych, prostych ludzi?
Polacy bardzo się cieszą, gdy mogą oddać 114 milionów złotych rocznie na partie polityczne. Dzięki temu takie partie jak PiS lub PO, wydadzą po 9 milionów, a SLD 3 miliony na kampanię do Europarlamentu. A ponieważ nic tak nie cieszy oka, jak dobry spot reklamowy w wykonaniu Palikota, Kurskiego lub Olejniczaka, to i będzie co oglądać w wiosenne wieczory. No i ludzie bardzo się cieszą, że dają pieniądze na swoje ukochane partie. PiS w 2009 r. otrzyma z pieniędzy podatników 37,8 milionów złotych. Oczywiście nie jest osamotniony w tym powszechnym procederze życia na koszt Państwa czytających te słowa. PO otrzyma jeszcze więcej, bo 40,4 mln, PSL 15,1 mln, SLD 14,4 mln, Socjaldemokracja Polska 3,5 mln, demokraci.pl 2,4 mln, a Unia Pracy 0,5 mln. Łącznie 114,2 mln.
Zastanówny się przez chwilę, co można kupić za 114 mln złotych, które obecnie otrzymują partie polityczne. Otóż można wypłacić
76 tysięcy i 139 średnich emerytur;
89 tysięcy i 505 minimalnych pensji;
140 tysięcy i 998 rent;
45 milionów 683 tysiące i 580 obiadów w programie Pajacyka.
No ale możemy też obejrzeć kolejne obrzucanie się błotem i przekonywanie, że teraz to "już naprawdę" weźmiemy się do roboty. Oczywiście na Wasz koszt.
Dlatego my, jako UPR, będziemy zawsze powtarzać, że wszelka działalność polityczna powinna być finansowana z dobrowolnych składek jej członków oraz datków ludzi wspierających. Argument przeciwników tego poglądu (głównie w PiS, PSL oraz SLD) jest taki, że jak oni nie dostaną dotacji państwowej to się będą korumpować. No cóż, albo się jest uczciwym, albo nie. Widać, że nasi wybrańcy Narodu są tacy uczciwi nie do końca. Ale skoro ktoś ich wybiera, to znaczy że taka postawa się opłaca.
Mniej więcejtydzień temu ponownie rozpętała się burza wokół przeszłości byłego prezydenta III RP i jednego z jej ojców założycieli (TW Bolek). Jej powodem jest biografia pióra Pawła Zyzaka. Mało tego, książka świeżo upieczonego historyka, prawdopodobnie pociągnie za sobą publikacje dotyczące przeszłościkolejnego prezydenta (TW Alek). Otóż Alek stanął solidarnie w obronie Bolka i śmiał nazwać Instytut Pamięci Narodowej, Instytutem Kłamstwa Narodowego. Tego było już za wiele i zdenerwowany prezes Kurtyka stwierdził, że nie będzie agent pluł mu w twarz i zapowiedział ukazanie materiałów z działalności Alka.
Dlaczegoż prezes IPNu się tak zdenerwował? Przede wszystkim dlatego, że Alek, jako były komunista złamał niepisaną zasadę, że postkomuniści nie krytykują IPNu. Oczywiście krytykowali i to nie raz, a wiele razy i to przy każdej okazji jaka się trafiła, nawet jeśli zdawać by się mogło, że nie jest żadną okazją. Tak jak przy okazji książki Zyzaka „Lech Wałęsa – idea i historia”, o której każdy bardziej rozgarnięty gość, wie że nie ma nic wspólnego z IPN. Niestety, tych bardziej rozgarniętych nad Wisłą jest jakieś 10% ( i nie jesteśmy tu jakimś niechlubnym wyjątkiem w Europie czy świecie), przez co w ostatnim tygodniu byliśmy świadkami urabiania pozostałych 90%, w sposób którego nie powstydziłby się nawet twórca nowoczesnej propagandy dr Joseph Goebbels.
Przypomnijmy fakty: książka jest rozszerzoną wersją pracy magisterskiej obronionej w 2008 przez Pawła Zyzaka na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jego promotorem był profesor Andrzej Nowak. Tenże sam profesor jest szefem krakowskiego wydawnictwa „Arcana”, mającego już na swoim koncie wiele książek, a także wydającego miesięcznik o tym samym tytule co wydawnictwo. Ta właśnie prywatna oficyna podjęła się wydania pracy magisterskiej Zyzaka. Z kolei sam Zyzak po ukończonych studiach poszukiwał przez jakiś czas pracy, którą dostał w końcu w krakowskim IPNie na czas określony, w zastępstwie za innego pracownika.
A teraz fakty medialne: IPN wydał kolejną publikację dotyczącą Lecha Wałęsy, w której oszczerczo go atakuje, oskarża o współpracę z SB a jakby tego było jeszcze mało, oszczerczo twierdzi, że mały Lech nasikał do kropielnicy z wodą święconą, a młody Lech zmajstrował nieślubne dziecko. Ile jeszcze Polacy będą musieli znosić te oszczerstwa i obrzucanie błotem przez IPN naszych pomnikowych postaci którym zawdzięczamy wolność? Tomasz Lis nawet pokusił się spytanie swoich telewidzów czy należy zlikwidować IPN (swoją drogą baaardzo miarodajne ankiety).
Wstrętnie wykorzystany fakt, że autor został zatrudniony w IPNie już po napisaniu książki, wystarcza żeby bombardować Polaków wiadomością, że IPN znów pomawia Lecha Wałęsę i wypowiadać nową krucjatę przeciwko tym policjantom pamięci. A front rozciąga się od Lisa, przez TVN, aż po byłą PZPR. Ta rozpętana na naszych oczach histeria nie ma nic wspólnego z tą, którą oglądaliśmy w zeszłym roku, przy okazji książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa”. Wtedy front rozciągał się w podobnych okolicach, jednak wówczas fakty jeszcze tylko przekręcano i naciągano. Oczywiście czasami gdzieś, ktoś, czasem skłamał niezauważenie. Dziś mamy już do czynienia z bezczelnym kłamaniem w żywe oczy 40 milionom osób w kraju. Kłamstwo które można usłyszeć w radiu w telewizji i w Internecie. Ogłupianie i manipulacja.
Nie trzeba chyba nawet wspominać, iż w normalnym państwie takie rewelacje z przeszłości tak znanej osoby publicznej, sprawiłoby, że tabuny dziennikarzy pędziłyby to do owych kaszubskich wiosek w których została obsikana kropielnica i w których żyje gdzieś jeszcze matka nieślubnego dziecka prezydenta. Tylko po co to wspominać, kiedy każdy wie do kogo należą największe telewizje w Polsce, a jeśli wie, to wie też, że solidarność zawodowa agentów SB jest silniejsza niż więź matki z dzieckiem. Dlatego nikt tego nie sprawdza i dlatego każdy z góry wie, że to bzdury wyssane z palca pisowskiego policjanta pamięci który jest chory z nienawiści. A nawet jak rzekł wczoraj Tomasz Wołek jest synem Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście zaznaczył, że mówi metaforą, pewnie po to aby nikt nie oskarżył go wytykanie komuś nieślubnych dzieci. Niepotrzebnie, odkąd wkupił się w łaski Salonu, jemu już to nie grozi.
Jest w tym wszystkim jedna pocieszająca rzecz. Prawdopodobnie mamy najszybciej czytających posłów na świecie. Raport WSI opublikowany w południe, omawiany i dyskredytowany przez SLD jako pełen bzdur, był już parę minut przed 13. Wspomniana książka autorstwa Gontarczyka i Cencekiwicza, była komentowana jeszcze szybciej, gdyż niektórzy wiedzieli co w niej jest jeszcze przed jej opublikowaniem i z całą pewnością pobili rekord świata w szybkim czytaniu. Po roku poziom szybkiego czytania w naszym parlamencie nie obniżył się ani o jotę, gdyż też co bystrzejsi posłowie (patrz: Janusz Palikot, Stefan Niesiołowski i cała, niemała, reszta) w ponad 600 stronicową książkę potrafili już zrecenzować w dwa dni po wydaniu.
Pozostaje tylko zaapelować o jedno: Panowie i Panie! W tym pośpiechu w czytaniu, zwróćcie jeszcze uwagę na stopkę wydawniczą, żeby wiedzieć z jakiej oficyny pochodzi książka którą trzymacie w rękach!